Bakterie nie boją się kosmosu – wynika z rosyjskich badań zaprezentowanych na międzynarodowej konferencji astrobiologicznej w Moskwie – poinformował prof. Józef Kaźmierczak z Zakładu Paleobiologii PAN. Konferencja zorganizowana w ostatnich dniach maja przez NASA oraz Rosyjską Akademię Nauk była poświęcona problemom poszukiwania i badania pozaziemskich mikroorganizmów. Również Polacy zajmują się tą problematyką.

W świetle ostatnich odkryć zarówno na Ziemi, jak i w naszym systemie planetarnym (w lodzie na Marsie czy w morzach na satelicie Jowisza – Europie) istnienie pozaziemskich bakterii przestaje być już fantastyczną hipotezą, stając się poważnym problemem naukowym” – twierdzi prof. Józef Kaźmierczak.

Uczeni rosyjscy ogłosili wyniki eksperymentów astrobiologicznych na stacji Mir. Wykazały one, że pewne bakterie są znaczne bardziej odporne na warunki kosmiczne, niż dotąd sądzono. Mogłyby – w formie przetrwalników – krążyć miliony lat w kosmosie, a także w meteorach i pyłach kosmicznych wędrować pomiędzy planetami i księżycami.

Na Ziemi odkryto mikroorganizmy – archeony – żyjące we wnętrzu litosfery do głębokości 3 km. Przypuszcza się, że ich biomasa jest znacznie większa niż biomasa wszystkiego, co żyje na powierzchni planety. We wnętrzu lodowców Antarktydy i w wiecznej zmarzlinie syberyjskiej znaleziono przetrwalniki bakterii liczące dwa miliony lat. Na lodowcach i w ich wnętrzu żyją liczne bakterie, obok miejscowych także naniesione z innych rejonów” – przypomina prof. Kaźmierczak.

Te odkrycia nadają wiarygodności teorii, że proste bakteryjne formy życia istniały bądź jeszcze istnieją na Marsie czy jowiszowej Europie. Sprawdzaniu tej teorii służą także polskie badania cyjanobakterii, czyli sinic sprzed 450 mln lat z późnego ordowiku i wczesnego syluru z Sudetów, prowadzone przez Barbarę Kremer z Instytutu Paleobiologii PAN i wspierane przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej.

Szukamy w przeszłości Ziemi modelowych środowisk do badań śladów życia na Marsie. Wydaje się, że sinice mogłyby egzystować w marsjańskich warunkach” – powiedział prof. Kaźmierczak.

Autor

Marcin Marszałek

Komentarze

  1. torcik    

    to moze wyśłemy kiedyś sinice na Marsa;)) — Po zbadaniu miejscowej flory i fauny Marsa moze będzie czas na nasze sinice;))

  2. Krzysztof Lewandowski, Mars Society Polska    

    a jednak, okazuje sie ze wyprawa na Marsa to nie wycieczka na jalowe pustkowie — te wyniki potwierdzaja teze o koniecznosci budowy izolacji biologicznej, a to nie jest proste, bo nie wiemy przed czym sie bronic

    1. Marcin    

      Ech, sumienie mnie gryzie. — Chciałbym przeprosić pana, panie Krzysztofie za mój nieco zbyt radykalny komentarz do pańskiej wypowiedzi.

      Bardzo szanuję pana pracę na rzecz Mars Society Polska. Trzymam kciuki, by to właśnie polski rover poleciał w pierwszej załogowej wyprawie na Marsa.

      Pozdrawiam, Marcin

  3. Marcin    

    Moim zdaniem… — …te wyniki nie potwierdzają żadnej tezy, a już na pewno nie tezy o konieczności budowy “izolacji biologicznej”.

    1. Ciekawski    

      Nie popadajmy w skrajności — Ja sądzę, że każde odkrycie ekstremofili czy wyjątkowo odpornych organizmów potwierdza tezę, że życie w swej ogólności nie jest do końca takie jak sobie wyobrażamy, że nie wiemy wszystkiego i że jeszcze niejednym może nas zaskoczyć 🙂

      Nie twierdziłbym że stwierdzenie wyjątkowej odporności bakterii dowodzi życia na Marsie, to zbytnie naciąganie w drugą stronę, ale to znak, żebyśmy nie popadali w samouwielbienie i poszerzyli swoje spojrzenie na istotę życia.

      Może to już zacznie pachnieć science-fiction, ale sądzę, że patrzymy na życie zbytnio przez pryzmat naszych ziemskich doświadczeń. Według mnie może ono objawić się w najdziwniejszych formach, w jakiejkolwiek postaci która ewoluuje celem jak najskuteczniejszego rozprzestrzeniania się.

      1. Marcin    

        OK. — Całkowicie zgadzam się z tezą, że patrzymy na życie zbytnio przez pryzmat naszych ziemskich doświadzeń. Być może wynika to z tego, że nadal wiemy bardzo niewiele o samym procesie powstawania życia z materii nieożywionej.

        Błędne natomiast jest zamienne używanie pojęć “przetrwalniki” i “żywe bakterie” ponieważ są to dwie całkowicie odmienne kwestie. O tym, że bakterie w formie przetrwalników są bardzo odporne na skrajne warunki panujące w przestrzeni kosmicznej wiemy już od dawna i wyniki rosyjskich badań nie przynoszą tu absolutnie nic nowego. Przetrwalnik to jednak nie jest żywa bakteria! Forma ta jest całkowicie nieaktywna biologicznie (nie odżywia się, nie rozmnaża itd.) Dopiero gdy taki przetrwalnik znajdzie się w korzystnym dla siebie środowisku może dojść (choć nie musi) do aktywacji procesów biologicznych i w tym momencie przetrwalnik staje się żywą bakterią.

        Wniosek z tego taki, że bakteria aby stać się przetrwalnikiem musi najpierw zaistnieć, a więc wyewoluować i trochę pożyć w korzystnych dla siebie warunkach (warunki panujące w przestrzeni kosmicznej nigdy nie będą dla takiej bakterii korzystne). I w tym momencie wracamy do punktu wyjścia, a więc do tematu “Czy organizm marsjański będzie mógł przetrwać w warunkach ziemskich” (lub odwrotnie).

        Pozdrawiam, Marcin

    2. Rafał B. Szulc    

      Entuzjazm — To co, panie Marcinie V, powalczymy znowu o nasze ulubione mikrobusy? (Uwaga! – nazwa żartobliwa. Z tytułu jej użycia – zażaleń nie przyjmuję).
      Tym razem ostateczny wybór broni należy do kol. Marcina. Aby nie było mu za łatwo, to „domykam przedział” uzbrojenia na literze B – jak bakteriologiczna.
      Ale mogą być też bazooki, lub buzdygany czy berdysze.
      „Gienierał RaBiS”

      P.S. Co do „sojuszników, wrogów, i strzelania do własnych czołgów” – oraz nawiązując do apelu, o „godnego przeciwnika”. Proponuję koledze zerknięcie do wątku http://forum.astronet.pl/index.cgi?157 („spodki”) – czy i tamtego entuzjastę kosmosu można uznać za sprzymierzeńca? Ciekawe zagadnienie, prawda panie kolego? Oczywiście, nie porównuję tu żadnych poziomów, ani pionów, bo różnica jest widoczna gołym okiem, lecz chodzi mi o zagadnienie „entuzjazm”. Zresztą, dodam, z wrodzoną sobie, małpią złośliwością, że określenie entuzjasta było, w grupie moich przyjaciół, synonimem człowieka, powiedzmy, o dość mocno zaburzonej zdolności oceny czynów własnych, oraz związanego z rzeczywistością… w sposób raczej luźny.
      Post-postscriptum: Jednak – mam pewną prośbę. Niech ktoś (panie M.Vecors?) zajrzy pod wskazany wątek http://forum.astronet.pl/index.cgi?157 i uprzejmiej, niż ja byłbym w stanie – zwróci tamtejszemu entuzjaście uwagę, aby może czytał czasem i treść, a nie tylko tytuły. Szczególnie gdy zamierza coś komentować. LUDZIE! napiszcie spokojnie coś tamtemu przemassowionemu entuzjaście życia pozaziemskiego, bo jak ja tam wpadnę, to krew się poleje!
      Kiedy się czyta takie rzeczy, to w końcu człowiek może dojść do wniosku, iż prawdopodobieństwo występowania inteligentnego życia w Kosmosie – jednak musi być BARDZO niskie. Może nawet jakieś ślady rozumu są tam, statystycznie rzecz ujmując, równie rzadkie, jak… na Ziemi!?

      1. Marcin    

        Generale RaBiS — Po raz kolejny rzucił mi pan wyzwanie jednak ja ponownie zmuszony jestem odpowiedzieć – “nie”. W tajemnicy jednak mogę panu powiedzieć, że jako oficer starej daty zdecydowanie preferuję tradycyjne, konwencjonalne środki walki natomiast broń masowego rażenia zawsze wzbudzała we mnie głęboką pogardę, gdyż uważam, że jest to broń wyjątkowo podła i niehonorowa. Jako doświadczony generał na pewno zdaje pan sobie sprawę, że spośród całego arsenału broni masowego rażenia to właśnie broń bakteriologiczna jest najbardziej ryzykowna z punktu widzenia strony atakującej. Możliwość porażenia własnych wojsk jest w tym wypadku bardzo duża 🙂

        A teraz trochę poważniej. Zgodnie z pana sugestią zajrzałem do wskazanego wątku. Hmm. Cóż mogę powiedzieć. Kolega przemass wyraził tam tylko swoją opinię (choć przyznaję, że zrobił to w dość osobliwy sposób), a to że “trochę” nie zrozumiał treści newsa – no cóż, jak mawiali Rzymianie: “Errare humanum est”, więc bądźmy wyrozumiali. Być może przemass jest młodym, nieco zagubionym człowiekiem, który dopiero rozpoczyna swoją przygodę z nauką. Kto wie – może kiedyś stanie się godnym przeciwnikiem dla takich ludzi jak pan, czy ja. Tak więc nie strzelajmy do przemassa! Nie gaśmy jego entuzjazmu! Hmm, a może przemass rzeczywiście przeczytał tylko tytuł, poniósł go entuzjazm i napisał komentarz zanim przeczytał treść newsa, ale to chyba również możemy mu wybaczyć. Przychodzi mi do głowy jeszcze jedna możliwość – kolega przemass mógł sobie po prostu z nas zażartować 🙂 Sam pan widzi, panie Rafale, że możliwości jest wiele.

        A teraz jeszcze poważniej i dyplomatycznie. Przyznaję, że w liście pt. “Generał podjął decyzję” trochę mnie poniosło. W jednym ze swoich listów napisał pan, że wyrażam swoje poglądy w sposób napastliwy. Rzeczywiście, być może czasami jestem trochę zbyt napastliwy. Moja dziewczyna również tak twierdzi, więc chyba to prawda 😉 (ops, czyżbym zasugerował coś na temat mojego wieku?). Taki już jednak jestem i pod tym względem raczej się nie zmienię (choć naprawdę się staram). Mogę natomiast powiedzieć jedno – wiedza i inteligencja to są te wartości, które zawsze były dla mnie najważniejsze. Z lektury pańskich listów nieśmiało wnioskuję, że wymienione przeze mnie wartości są również ważne dla pana. Tak więc panie Rafale, generale, nie strzelajmy już więcej do siebie (to jest propozycja zawarcia pokoju – sam pan widzi, że nie jestem zbyt dobrym dyplomatą)

        PS. Definicja entuzjazmu przedstawiona w pana liście jest poniekąd słuszna, choć nie do końca. Moim zdaniem entuzjazm czasami jest ważny, szczególnie na początku, gdy człowiek jest młody. Entuzjazm motywuje takiego człowieka (myślę, że w moim przypadku tak było) do poszukiwań, do zgłębiania wiedzy i poszerzania swoich horyzontów. Później oczywiście (wraz ze zdobywaniem wiedzy) ten entuzjazm maleje (szczególnie na uniwersytecie :-), ale to chyba naturalne. Wydaje mi się, że tym czego dzisiaj najbardziej brakuje młodym ludziom jest właśnie ów entuzjazm (w pozytywnym tego słowa znaczeniu).

        Pozdrawiam, Feldmarschall Martin von Vecors 🙂

        post PS. Czy stary feldmarszałek nie może mieć dziewczyny? Przecież żyjemy w XXI wieku, no nie? 😉

        post post PS. Azzie, forgive me.

        1. „Generał RaBiS”    

          Przełączam na linię wojskową! — Ponieważ w tym wątku trwa dyskusja tematyczna, zaś ja, wyłowiwszy jedno słówko z ostatniego memorandum Ekscelencji – nieco szerszym raportem się do niego odniosłem, tedy zapraszam do wątku Wojskowilizacja, zaraz go utworzę ( albo za godzinę!)

        2. Rafał B. Szulc    

          Kaliber ciężki, lekki, i… amunicja ćwiczebna — Zająłem się pewnym wyłuskanym, z Pańskiej, feldarszałkowskiej wypowiedzi – drobiazgiem (http://forum.astronet.pl/index.cgi?180 ), który jednak wydał mi się rzeczą ważką – lecz uprzejmość nakazuje też i do innych zagadnień się odnieść, bowiem wtedy miejsca już brakło, a i czasu…
          Co do „strzelania do (P?)rzemka – na liście dyskusyjnej obowiązuje coś, co bym określił jako „kontrolowaną anarchię”. Zaś w tym przypadku, jako: anarchię, mogącą być… skontrowaną!
          Przykładowo: ktoś tam niedawno spytał o „możliwość urwania się księżyca” http://forum.astronet.pl/index.cgi?179 – przychodzi mi na myśl, że jedyna PRAWIDŁOWA (w tej sytuacji) odpowiedź brzmi: tak! Księżyc może opuścić orbitę Ziemi, ale dopiero po uzyskaniu pełnoletniości…
          Natomiast w sprawie dalszych wyjaśnień odesłałbym go do Twardowskiego! Może mu pożyczy jakiś podręcznik…
          A tak, na marginesie: ciekawe, po co takie, dość abstrakcyjne rozważania komuś, kto nawet nie pofatygował się poczytać nieco o grawitacji?
          Co do napastliwości, oraz ostrych wypowiedzi, to… zacząłem się nerwowo kręcić na krześle. Jak to mówią: na złodzieju czapka gore! Bowiem przejrzawszy kilka wątków, odniosłem wrażenie, że gdyby zsumować całą dozę złośliwości – gdzieś tak z połowy wszystkich wątków – to by się zebrało tego tyle, co w moim jednym tekście, góra dwóch…
          Mam nadzieję, że nikogo nie uszkodziłem! Boiskowa kopanina (tudzież „listowa młócka”) nie powinny prowadzić raczej do kontuzji. Jeśli ktoś uważa, że któryś z moich taktycznych fauli, był wyjątkowo paskudny – to przepraszam! Z wyjątkiem pewnego zawziętego poszukiwacza klatronów…
          Co do entuzjazmu jak zaznaczyłem, był to pewien środowiskowy, czyli dość hermetyczny: żart. Taka zakamuflowana obelga, aby pacjent (tak samo obelga!) lub człowiek (tak! – również i to), nie zorientował się, że jest przedmiotem kpin, odbywających się ponad jego głową. Czyli: nie było to żadna „definicja” – zaś entuzjazm też cenię! Oczywiście: nihil supra! ( Nic ponadto, Bez przesady, Byle nie za wiele)
          Bowiem nadmierny, nieuzasadniony zapał, często prowadzi do tragicznego zgorzknienia. Przypominam, czym jest wybrukowane piekło, polecam też ten motyw pod: http://forum.astronet.pl/index.cgi?159#n000001 (pasje i zawody)

          Pewną ciekawostką języka polskiego (a i zwyczajów naszych) jest to, że niemal każde słowo – doprawiając je jakąś historyjką, lub tylko cieniem uzasadnienia – można, wymawiając ze specjalną intonacją – użyć jako… obelgi! Np.: „Te! Mundry!” Tłumaczę: Ty! Przemądrzały!
          Znajomy klął zawzięcie, właśnie operując intonacją, przy użyciu słowa piórkuję!! Brzmiało dość elegancko, choć każdy niemal wiedział, że chodzi o słowo całkiem nie-eleganckie…
          Nasz język ojczysty jest niezwykle bogaty, i bardzo twórczy! Dlatego zaśmiecanie go kalkami z angielskiego – prowadzi do jego zubożenia. W stopniu znacznie większym, niż zapożyczenia z innych języków!
          Zresztą… Używanie słów jako obelg, niezgodnie z ich znaczeniem, w oderwaniu od rzeczywistej treści, czasem jako pejoratywnych inwektyw, innym razem jako słów „magicznych” – jest u nas dość charakterystyczne!
          Rzekłbym nawet: znamienne. Ale…
          Ale… – jest to b. obszerny i ważny temat! Kiedyś do niego wrócę. Dlatego dziś zakończę przykładem:
          scenariusz inflacyjny.
          Zachęcam do… zgadywania!

        3. Marcin    

          Bez tytułu. — No widzi pan panie Rafale, a ja już odpowiedziałem temu co się o Księżyc pytał. A wiesz pan dlaczego? A dlatego, że uważam iż nie ma głupich pytań i każdy człowiek, który czegoś nie wie i się pyta powinien zostać potraktowany poważnie. Zignorowanie go, czy tym bardziej wyśmianie jest najgorszą rzeczą jaką można w tej sytuacji zrobić. Widzę jednak, że pan jest odmiennego zdania.

          Z tym “zaśmiecaniem kalkami z angielskiego” to tak nie do końca wiem o co panu chodzi. Z tą zagadką na końcu, to również prosiłbym o nieco szersze rozwinięcie tej kwestii (czyżby chodziło o model inflacyjny wszechświata? 🙂

          Wyciągnąłem do pana rękę, a więc potraktowałem poważnie. Napisałem nawet kolejny “tekst pojednawczy” (“Dokładnie właśnie tak”). Czyżby pan potraktował to jako oznakę mojej słabości??? W tej sytuacji… zaczekam na kolejny pana list ponieważ mimo wszystko jestem bardzo cierpliwym i tolerancyjnym facetem. Powinien pan jednak pamiętać o jednym – takie intelektualne potyczki są zabawne tylko do pewnego momentu, potem stają się po prostu męczące i nudne.

          Pozdrawiam, Marcin

        4. Rafał B. Szulc    

          Spojrzałem i… zbaraniałem! — Swój Kaliber ćwiczebny, może nieco zawile, ze zbyt dużą ilością dygresji – napisałem, tak mi się przynajmniej zdawało – raczej życzliwie, i bez napastliwości! Może było tam nieco ironii, ale… znacznie więcej kajania się, bicia we własną pierś, i przepraszania, (z jednym wyjątkiem, ale… nie dotyczącym kol. Marcina!) a nie jakiegoś szczucia i zakamuflowanego donosicielstwa, typu “przyznaję się, to on!” – dlatego… nic nie rozumiem, z nagłej irytacji kolegi…
          W każdym bądź razie: przepraszam! – choć nawet nie wiem, na jaki odcisk nadepnąłem…

          Co do przywołanego przeze mnie, magicznego używania słowa inflacja – to… z resztą wyjaśnień raczej przeniosę się już do innego wątku, aby nie rozbijać spójności dyskusji w tutejszym.
          Może do “oddalającego się Księżyca” http://forum.astronet.pl/index.cgi?179 – bowiem tam już chyba podstawowa dyskusja tematyczna wygasła.

  4. torcik    

    Jak sie potwierdzą dowody istnienia takiej ilości wody (lodu) to … — Się okaże ze prawnobodobne marsjańskie życie nie musi być aż tak odporne na niekorzystne warunki;powiedzmy ,że nie fotosynteza a reakcja chemiczne są do szczęścia potrzebne to życie dla takiej bakterii na Marsie nie jest aż takie straszne -“wszyskiego” ma pod dostatkiem;)

Komentarze są zablokowane.