W poniedziałek wieczorem sonda NEAR wylądowała na powierzchni planetoidy Eros po trwającym cztery godziny manewrze i dała sygnał życia. Dostarczyła dużej ilości wysokiej jakości zdjęć.

Przez ostatni rok sonda NEAR Shoemaker krążyła na orbicie wokół Erosa. Przez ten czas zebrano dziesięć razy więcej informacji niż pierwotnie zakładano. Była to pierwsza misja satelitarna dedykowana planetoidzie. Sonda nie była zaprojektowana do lądowania ale kierownicy misji stwierdzili, że nie ma nic do stracenia podejmując nieplanowaną wcześniej próbę osadzenia sondy na powierzchni Erosa.

Odpowiednie spowolnienie sondy i manewr lądowania były ciekawym wyzwaniem dla inżynierów ze względu na bardzo małe pole grawitacyjne planetoidy. Krążącego po orbicie na wysokości 25 km NEAR wyhamowano do prędkości zaledwie 7 km/h, czyli szybkiego marszu człowieka. Ale prawdziwą niespodzianką okazały się wspaniałe, szczegółowe zdjęcia z przebiegu lądowania oraz z powierzchni planetoidy. Podczas zbliżania się do powierzchni Erosa sonda przesłała drogą radiową ponad 50 zdjęć wykonanych jej pokładową kamerą. Ukształtowanie terenu było bardzo łagodne, w większej części pokryte pyłem i usiane miriadami głazów od wielkości pięści do wielkości domu. Naukowcy misji byli jednak najbardziej zaskoczeni brakiem kraterów uderzeniowych. Zaskoczeniem są też liczne płytkie obniżenia terenu o charakterze zapadliskowym. Ostatnie zdjęcie wykonane z wysokości 125 metrów obejmuje obszar o szerokości 6 metrów z widocznymi szczegółami powierzchni mającymi około 1 centymetra średnicy.

Dzięki lądowaniu okazało się, że Eros nie jest rumowiskiem skalnym ale ciałem uformowanym prawdopodobnie 4,5 miliarda lat temu – gdy tworzył się Układ Słoneczny. Pozostaje jeszcze zagadka, dlaczego materiał skalny na powierzchni Erosa erodował w efekcie czego planetoidę pokrywa pył.

Mimo, że szanse pomyślnego lądowania na asteroidzie 433 Eros oceniano na nie lepiej jak 1:100 sonda osiadła na powierzchni tego obiektu powiadamiając o tym Ziemię. NEAR kontynuowała swój przekaz po wylądowaniu o godzinie 21:05 naszego czasu. Jak z niepokojem obserwował personel misji, ośrodki śledzenia NASA w Kalifornii i w Hiszpanii odbierały sygnał małej mocy, ale nie dane.

Sekwencja lądowania została rozpoczęta około 4 godzin wcześniej kiedy to odpalenie silników rakietowych wytrąciło sondę z jej orbity wokół Erosa i skierowało ją na trajektorię kolizyjną z asteroidą. Kolejne cztery odpalenia silników rozpoczęte na wysokości 5 kilometrów nad Erosem zmniejszyły prędkość sondy w czasie jej 47 minutowego swobodnego spadania na asteroidę. Dane telemetryczne i pomiary wysokości potwierdzały zgodne z planem zejście sondy na powierzchnię asteroidy. W czasie samego lądowania sonda prawdopodobnie raz podskoczyła przy pierwszym kontakcie z Erosem przed ostatecznym znieruchomieniem na jego powierzchni w pochyleniu na jedną stronę i podparciu się narożnikami paneli baterii słonecznych. Miejsce lądowania znajduje się na grzbiecie Himeros w szerokiej depresji w południowej części asteroidy.

Dyrektor misji Robert Farquhar poinformował, że dalsze analizy powinny umożliwić ustalenie czy sygnał sondy może dostarczyć jakichkolwiek użytecznych danych. Mimo, że kamera i inne instrumenty zainstalowane w dolnej części sondy zostały najprawdopodobniej zniszczone to nadal powinien funkcjonować jej magnetometr. Niestety, NASA planuje przerwanie nasłuchu sondy 14 lutego b.r. kiedy to misja zostanie oficjalnie zakończona.

Autor

Wojtek Rutkowski