Obrazek wyróżniający: ESA/Thales Alenia Space

Nękany opóźnieniami drugi etap misji ExoMars zdaje się rzeczywiście zbliżać do startu. Wskazuje na to tego są chociażby pierwsze testy na systemie zjazdowym, który umożliwi łazikowi zjechanie z lądownika na powierzchnię Czerwonej Planety, a doszło do nich właśnie na początku tego tygodnia.

Europejska Agencja Kosmiczna udostępniła nagranie z próby, która odbyła się w Turynie, we Włoszech. Platforma zjazdowa nie jest jednak konstrukcji włoskiej, a polskiej, gdyż stworzona została przez warszawską firmę Astronika.

Model łazika podczas próby zjazdu na symulowaną powierzchnię Marsa.

Dotarcie z lądownika na powierzchnię innej planety jest zaskakująco trudnym etapem misji. Sprawę objaśnił Eric Zekri, przewodniczący zespołu ESA ds. łazika misji ExoMars:

„Ponieważ będziemy musieli polegać wyłącznie na zdjęciach z orbity, nie będziemy dokładnie wiedzieć, jakie warunki panować będą wokół łazika po lądowaniu. W zależności od tego, gdzie i w jaki sposób wylądujemy, jedno z wyjść może zostać zablokowane przez skały lub zbocza. Pierwszą i najważniejszą ze wszystkich decyzji będzie wybór kierunku zjazdu” – wyjaśnia. „Na Marsie będziemy mieć tylko jedną szansę. Kiedy już zjedziemy z platformy, nie będzie drogi powrotnej, więc musimy zrobić to dobrze”.

Umożliwić ma to autonomiczny system zjazdu zaprojektowany i zbudowany właśnie przez polską firmę Astronika. Aby zapewnić niezawodność systemu, potrzebne są jednak liczne testy. Te odbyły się we wspomnianym Turynie, w ośrodku ALTEC, gdzie odtworzone mogły być najtrudniejsze scenariusze. Specjalne urządzenie przejmowało dwie trzecie ciężaru 300-kilogramowego łazika, by odwzorować trzykrotnie słabsze przyciąganie Marsa. Lądownik pochylano o 20 stopni, a pod systemem zjazdowym umieszczano przeszkody, symulujące scenariusz, w którym platforma osiada na głazie lub zboczu. Łazik zjeżdżał z obu stron.

Choć na Marsie system zjazdowy zadziała tylko raz, na Ziemi musiał udowodnić znacznie więcej. Bez zarzutu przeszedł testy trwałości, czyli wielokrotnego użycia (ang. lifetime tests), co dobrze rokuje dla misji. Tak skomentował wyniki Maksymilian Gawin, kierownik projektu EGRESS & ADB w Astronice:

„Tak dobre wyniki polskich mechanizmów to świetna wiadomość, szczególnie w obliczu nadchodzących kolejnych misji z udziałem europejskich łazików. Astronika, dzięki doskonałej współpracy z ESA i największymi dostawcami dla sektora kosmicznego, ma bardzo duże szanse, żeby stać się absolutnym liderem producentów systemów opuszczających łaziki – i dostarczać je zarówno dla misji marsjańskich, jak i księżycowych, a także na inne ciała niebieskie. Polskie systemy mogłyby gwarantować bezpieczeństwo zjazdu łazików w całym Układzie Słonecznym”

Zdaje się więc, że przynajmniej jeden element łazika Rosalind Franklin jest bliski ukończenia. Pamiętając, że lot na Marsa miał rozpocząć się już w 2020 roku, to nienajlepsza wiadomość. Jednak wobec nowego terminu – października 2028 roku – wygląda na to, że misja jest na dobrych torach.

Korekta – Rafał Górski

Autor

Avatar photo
Alex Rymarski

Student Lotnictwa i Kosmonautyki na Politechnice Wrocławskiej. Od czterech lat związany jest z AstroNET. Napisał ponad 80 artykułów i zredagował kilkadziesiąt kolejnych. Obecnie pełni funkcję redaktora naczelnego. Doświadczenie medialne zdobywa także jako wolontariusz Stowarzyszenia Demagog. Dołączył do zespołu w marcu 2026 roku.