Ile razy można spojrzeć na Słońce przez teleskop bez filtru? Dwa razy: raz prawym okiem i raz lewym! Zapraszamy do lektury żartów astronomicznych!

Na ostatniej stronie miesięcznika “Observatory” wydawanego w Cambridge znajdowała się rubryka poświęcona śmiesznym błędom popełnianym przez autorów (profesjonalistów i nieprofesjonalistów) tekstów na temat astronomii. Publikujemy dziś kilka z nich.

Exciting Full-Size Posters of Mercury, Venus, Earth, and Mars!” (“Fascynujące, pełnowymiarowe plakaty przedstawiające Merkurego, Wenus, Ziemię i Marsa!“) – reklama w “Sky and Telescope”, rok 1989.

The history of M31 began a long time before the telescope was invented” (“Historia galaktyki M31 rozpoczęła się na długo przed wynalezieniem teleskopu“) – “Bridgent A S Newsletter”, rok 1994.

The two components [of beta Cyg] are seen as contrasting colours. One is reddish-yellow… the other is orange” (“Dwa składniki [gwiazdy beta Łabędzia] mają kontrastujące ze sobą kolory. Jedna z nich jest czerwono-żółta… druga pomarańczowa“) – “Constelation”, rok 1969.

…Columbia passed 200nm from the Soviet Union’s Mir Space Station” (“Columbia przeleciała 200 nanometrów od radzickiej Stacji Kosmicznej Mir“) – “Spaceflight”, 1991.

It was now midnight and a new moon had risen among the stars” (“Minęła północ i księżyc w nowiu wszedł pomiędzy gwiazdami“) – John Le Carre “The Secret Pilgrim”, 1991.

…unless astrophysicists can find the so-called missing mass, the universe will continue expanding forever” (“…jeśli astromowie nie znajdą tak zwanej brakującej masy, wszechświat będzie się rozszerzać wiecznie“) – “Austin American – Statesman”, 1988.

Postdoctoral positions in planetary atmospheres” (“Etaty dla doktorów w atmosferach planet“) – ogłoszenie w “Nature”, 1988.

… the general three-boy problem…” (“… ogólna postać problemu trzech chłopców…“) – “Ap. Space Sci.”, 1988. Literówka, zamiast “boy” (chłopiec), powinno być “body” (ciało, tutaj – ciało oddziałujące grawitacyjnie, problem trzech ciał).

Moreover, radio observations of interstellar ethanol have led some astronomers to conclude that the Milky Way has a small bar it” (“Obserwacje promieniowania radiowego od międzygwiezdnego etanolu skłoniły astronomów do twierdzenia, że w Drodze Mlecznej znajduje się niewielka knajpa“) – “Sky and Telescope”, 1980. Występuje tu dwuznaczność słowa “bar” – “bar”, ale również “poprzeczka” (galaktyka z poprzeczką).

…the case of the occultation of (51) Nemausa by the star SAO144417…” (“…zakrycie planetoidy (51) Nemausa przez gwiazdę SAO144417…“) – “A&A”, 1983.

Autor

Michał Matraszek

Komentarze

  1. zbychu    

    Humorek — Rzeczywiscie grypsy sa niesamowite a najlepszy o tej brakujacej masie.

  2. Daniel    

    Prosimy o wiecej i czesciej! — Dobre, naprawde niezle. Moze by tak czesciej?

    Pozdrawiam
    Daniel

  3. Rafał B. Szulc    

    Tf – pół miliona – w złocie! — Prawdziwa miłość niesie ze sobą śmiech i… łzy. Jest trochę cierpienia, i trochę przekomarzania się. Różne chichotki-łaskotki.
    Czy fizycy i astronomowie mogą się nabijać ze swej… Cesarzowej? (Chciałem tu użyć innego słowa, lecz postanowiłem je zmienić, ze względu na żałobę w Anglii.
    Rubryka ta, na składanie kondolencji, nie jest miejscem odpowiednim.)

    Czy można się śmiać z Fizyki? Ależ owszem!
    Natrząsać nie można się z inwalidy, nie powinno się wyśmiewać osób upośledzonych, lub wyszydzać kogoś, kto urodził się z połową mózgu. Nie powinno się wreszcie naśmiewać ze starców, ludzi zniedołężniałych. Nie należy obmawiać nieobecnych za ich plecami, ani opowiadać dowcipów o zmarłych.
    A fizyka i astronomia? Gdybym był kobietą to ujął bym to innymi słowami, ale żem facet, powiem tak: obie (F. i A.) są w pełni sił, mają wspaniałe cycuszki i jędrne pośladki, nie uszczypnąć choć trochę, to grzech! Grzech zaniedbania.

    Ale jeszcze. Jeszcze coś ważniejszego. Śmiech jest jednym z objawów zdrowia, jest też… doskonałym lekarstwem – jednym z najlepszych! Chroni przed setkami dolegliwości, pewnie nawet przed rakiem, lecz w tym momencie chodzi mi, że i przed najgorszą toksyną: ponuractwem. Oraz nadętą pewnością siebie (to całkiem inne schorzenie!). Zabezpiecza myśli przed dogmatyzmem i skostnieniem (kolejna jednostka chorobowa) tudzież syndromem Jedynej Prawdy.

    To zresztą nie wszystko. Śmiech jest potężnym narzędziem heurystycznym, jednym z najsilniejszych. Wspiera inne metody, np. „kruszenie”, bądź „odrywanie”, również słynny „brainstorming”, czy testowanie „jakości” i zakresu pojęć za pomocą różnych igraszek leksykalnych. Pomaga rozwiązać skamieniały problem, metodą obejścia, oskrzydlenia, ataku od tyłu, lub od flanki.

    Ślady różnych takich „zabaw i żartów” – pozostały w fizyce, tak jak owady w bursztynie: „czarne dziury nie mają włosów!”. Albo słynny spór, pomiędzy Einsteinem, a innymi kwantowcami: – Pan Bóg nie gra w kości! – wołał Albert. Zaś Pauli (bodajże) ripostował: – Gra! I w dodatku oszukuje…
    Powinno się przyznawać „nagrody roku” w fizyce, za najlepszy, szaleńczy, absurdalny, wywracający fizyczny porządek na lewą stronę, najbardziej „anarchistyczny” dowcip. Nic tak nie sprzyja ukrwieniu szarych (o! właśnie) komórek, jak lekkie łaskotanie, czy energiczny masaż – gdy już w końcu wybuchamy śmiechem. Gdy szare komórki chichocą, myśli stają się… jaśniejsze!

    Więc proszę o dużo, dużo więcej, a nie tylko Trochę astronomicznego humoru – zaś w pierwszej odsłonie rzucam tynfa ( 1 Tf ) na: „niewielki, mleczny bar”. Trudno go będzie przebić, konkurencja zaczęła się z wysoko podniesioną poprzeczką!

    Jak swojsko się robi w Galaktyce! Trafiają się już przytulne miejsca, w których stałym bywalcom podają czasem (choć spod lady) dobrze wyleżakowane, kilkunastogwiazdkowe napoje.
    Znam zresztą gościa! Nazywa się Franek, przedtem miał interes pod Garwolinem, myślał o wyjeździe do Stanów, lecz martwiło go, że „oni nawet nie potrafią gadać po polsku”!
    Nie dziwię się specjalnie, że Amerykanie nie wiedzieli nic o tym barze, oni nawet nigdy nie zajrzeli choćby do Twardowskiego, a przecież to rzut beretem, no i byli nawet w pobliżu…
    Tego Franka wywiało tak daleko, właśnie z powodu Belki, co to blokuje naszą gospodarkę, a zawczasu nie dostrzegli jej badacze – gdy został ministrem i podkręca podatki, wszyscy przedsiębiorcy uciekają, jak mogą najdalej…
    Tak na marginesie: nigdy w tym barze w centrum nie pijam niczego mocniejszego, zamawiam herbatę. Kilka parseków dalej zawsze stoją niebiescy z radarem – taaakim wielgachnym… Trzeba się pół roku wlec na podświetlnej!
    Zmora z tymi radarami. Kiedy ustawili się i u nas (w Arecibo) to nawet przestali tu wpadać na piwo starzy kumple z Procjona… Twardowski klnie jak szewc!

    1. Anonymous    

      Bez tytułu — A po co tytuł ? A po co komentować. Nic dodać , nic ująć.

  4. ©Rasz    

    Ko$miczne zdarzenie — Pisałem w poprzednim raporcie („P.oszu.kiwa.Nie…http://forum.astronet.pl/index.cgi?1921#n001#n001 -) :
    > Siedzę teraz nad otrzymanym zestawieniem, i
    > sam się pytam z ciekawością, co ich łączy. Jak
    > do czegoś dojdę, to  oczywiście: dam wam znać…

    Niestety, nadal jestem ciemny, jak tabaka w rogu. No bo – popatrzcie sami:

    .. Ci w ciemnych okularach, czarnych garniturach, byli z jakiejś ABW’ehry (to Ty ich przysłałeś, Hans? ), po nich jacyś tacy ubrani dosyć podobnie, tylko młodsi, bardziej wysportowani, ale przy tym dziwnie jacyś nerwowi, o takim lisim spojrzeniu – jednak przy bliższym poznaniu okazało się, że to całkiem mili chUOPcy. Z jakiegoś tam urzędu. Potem wpadła (dosłownie: drzwi poszły w drabiazgi ! ) cała Brygada, jak zrozumiałem: nieTur.r.rystyczna (czy  cóś), odziana w kominiarki, i do tego z  giwerami. W tych kominiarkach wyglądali jak prawdziwi BATmani… Ponieważ drzwi nie nadawały się potem do użytku, to wyszli sobie – oknem. Myślałem nawet, że sfruwają (było nie było, 6-te piętro ! ) ale okazało się, że korzystali – z liny. Tandetne cyrkowe sztuczki, no i głupie efekciarstwo, ot co… Spytałem ich szefa (mówili do niego: kapitanie. To pewnie byli sportowcy, z jakiejś II-go ligowej drużyny, czy jak?), czy zawsze tak mocno walą do drzwi: Wystarczyło zadzwonić! No i ten zeskakujący sposób ekskursowania się: przez okno… Na co burknął półgębkiem: głupi Pan jesteś, to sprawa honoru! i spojrzał na mnie z groźnym błyskiem w oku. Jakiś dziwny ten ich kapitan, taki… przewrażliwiony. Ja rozumiem, honor – ważna rzecz, ale w czym jego honor.owości moje drzwi uchybiły? ! A w dodatku jeszcze – przecież było otwarte, bo od wizyty poprzednich gości – zamek coś się zacina…
    Tych poprzednich – to nawet nie widziałem! Zostawili mi tylko kartkę, i wizytówkę z numerem telefonu. Usiłowałem zgadnąć, co oznacza ten skrót. Z treści kartki (kazali, to spaliłem, chociaż nie wiem po co) domyślałem się niejasno, że musieli mieć coś wspólnego z astronomią, więc może tak: Centrum Inżynierii Astronomicznej? No, nie jestem pewien. Za to z kolejnymi gośćmi miałem spotkanie, gdy właśnie ode mnie wychodzili (wspomniałem chyba, że zamek już przedtem coś szwankował?), ale, o dziwo – nie byli moim widokiem zachwyceni. Wracałem właśnie z miasta, torby z zakupami, ręce zajęte, no ale widzę: goście. No to uprzejmie zapraszam ich na kawę – a oni, że  spieszymy się. Istotne okazało się owo ..my. Bo jakoś tak wyszło, że zabrali mnie na przejażdżkę. No cóż, nie mogłem przecież odmówić… A z tym pośpiechem, to też było jakieś ściemnianie, bo krążyliśmy po mieście bite trzy godziny. Już myślałem, że się zgubili (mówię im: spytajmy policjanta, tam stoi! – to aż pobledli, tak się zdenerwowali… Też jacyś tacy więcej honorni ! ). Ale odwieźli mnie pod sam dom (no, prawie: zatrzymali się przecznicę dalej. Widać jednak, że słabo znają miasto, i bez przerwy mylą im się ulice) !
    Wczoraj rozgryzłem skrót ich firmy: to  musi znaczyć Komitet Galaktycznych Badań, mogę się założyć! Jutro spytam znajomego astronoma…

    1. ©Rasz    

      Co z tym Plutonem?! — Niedawno donosiłem, że
      > Jak do czegoś dojdę, to dam wam znać
      Ale wciąż jacyś faceci w czarnych garniturkach walą drzwiami i oknami, a ja nadal nic z tego nie kumam… Ot, chociażby wczoraj. Odwiedził mnie kolejny, który (jak twierdził ) jest inwestorem giełdowym. Jakieś tam wykresy mi pokazywał, mętnie wyjaśniał że „chaotycznie zmienne trendy gospodarcze””, oraz „niepewność stopy zwrotu”, a jeszcze „dramatyczny wpływ na zawyżanie kosztów kredytu” – nie bardzo łapałem o co gościowi chodzi. Czyżby chciał zainwestować co$ w Kosmosie? Może w nowoodkrytą Xennę?

      To nie jest wykluczone, powiadam wam: to  może być to! Szczególnie, gdy się okaże, że ona jednak jest planetą. Zresztą – pomyślcie sami: skąd by inaczej wzięło się to  X w nazwie… Nie dość, że to przecież dziesiątka, to w dodatku jeszcze: rzymska. Dobrze kombinuję, prawda? Chociaż z drugiej strony, to przecież dawna Xena – żadną tam boginią nie  była, a w dodatku: nie miała nic wspólnego z Rzymem. Była, jeśli dobrze pamiętam – heros(sem? ~sinią?) z legend greckich. No, sam już nie wiem…

      Ale jak tylko mIAU ogłosi, że to jednak jest planeta, to przecież ceny ziemi na niej – natychmiast pójdą w górę! – i to jak amen w pacierzu. Bo przecież gdyby tak  nie było, no to  o co robiono by ten cały raban, i czemu prowadzony spór byłby aż tak zajadły, no nie? Ale zastanawiam się, czy w związku z tym, ceny ziemi na Ziemi – przypadkiem nie zaczną spadać? – i to poniżej tych działek na Plutonie, co to je kupiłem parę lat temu. Zresztą, to też chyba nie był najlepszy interes…

      A właśnie – ostatnio lecą na łeb, na szyję. Zdaje się, że  Her Maschevsky z  BON wpuścił mnie w maliny! Sąsiad, który pomagał mi wstawić drzwi twierdzi, że działek na Plutonie sprzedano: – pięć, a może nawet dziesięć razy więcej, niż jest tam naprawdę ziemi! – i aż przytupywał ze śmiechu. Diabli, on może mieć rację! A gdy się w dodatku okaże, że to nie jest żadna planeta?! – Aż mi się słabo zrobiło… No, ale prawnicy z  biura obrotu nieruchomościami BON’U$ na pewno coś wymyślą. Jakoś dogadają się z mIAU wszak mają całkiem spory pakiecik ich akcji, a  interes przecież kręcić się musi…

Komentarze są zablokowane.