Już za kilka godzin powitamy Nowy 2005 Rok, jednak prawdziwy miłośnik astronomii z pewnością zada sobie pytanie, czym właściwie wyróżnia się przełom dnia 31 grudnia i 1 stycznia spośród wielu innych chwil każdego dnia, że właśnie wtedy witamy nowy rok? Z astronomicznego punktu widzenia można powiedzieć, że niczym!

W portalu gazeta.pl ukazał się dziś artykuł pod tytułem Z ostatniej chwili! Nowy Rok się spóźni, w którym autor pisze między innymi o wpływie Księżyca, a także trzęsienia Ziemi na Oceanie Indyjskim, na zwalnianie obrotu naszej planety, skąd wywodzi, że nowy rok powinniśmy przywitać około pół sekundy po północy lokalnego czasu urzędowego. Rzeczywiście Ziemia zwalnia obroty, ale sęk w tym, że z punktu widzenia astronoma, pojęcie roku bardziej łączy się z obiegiem wokół Słońca, a nie z obrotem własnym.

Wyróżnia się pojęcie roku gwiazdowego (365,2564 doby Ziemskiej) – czas pomiędzy dwoma przejściami Ziemi przez wybrany punkt na ekliptyce, czyli czas obiegu Ziemi wokół Słońca oraz roku zwrotnikowego, czyli czas pomiędzy dwoma przejściami Słońca przez punkt Barana (punkt równonocny wiosennej). Na skutek precesji punkt równonocny cofa się średnio o 50” i przez to rok gwiazdowy jest dłuższy od zwrotnikowego około 20 minut.

Ponieważ rok urzędowy trwa 365, a rok przestępny (taki jak bieżący) 366 dni, to oczywiście trudno mówić, że nowy rok w sensie astronomicznym cokolwiek oznacza. Również moment przełomu roku nie jest astronomicznie specjalnym momentem, bo ani to równonoc, czy przesilenie, ani Ziemia nie jest ekstremalnie wychylona w stosunku do Słońca.

Z punktu widzenia chwili danego dnia, nawet nie można powiedzieć, że północ czasu urzędowego jest dla danego obserwatora na naszej planecie specjalnie wyróżniony, bo jak wiadomo na skutek obrotu Ziemi, jej obiegu wokół Słońca, wpływu Księżyca i jeszcze paru innych prawie pomijalnych zjawisk, dołowanie Słońca, – do którego niejako odnosimy się witając nowy rok „dokładnie” o północy czasu urzędowego – ma miejsce o północy czasu lokalnego słonecznego, a więc nie wtedy, gdy otwieramy szampana.

Jeśli chcielibyśmy bardziej naukowo obchodzić rozpoczęcie nowego roku, to pierwszy pomysł jest taki, by obchodzić go w chwili równonocny wiosennej, gdyż jest to z pewnością podstawowy punkt dla astronomów, jaki można wyróżnić na ekliptyce. O wiele trudniej byłoby ustalić moment celebracji nowego roku zwrotnikowego.

Podsumowując, można śmiało stwierdzić, że hucznie obchodzimy przełom roku chyba tylko dlatego, by móc się dobrze bawić, odpocząć od codziennej monotonii i odnowić się duchowo i psychicznie oraz mieć nadzieję i wiarę na lepsze dni w „nowym” roku. I tego życzę w imieniu Redakcji AstroNETu.

Do siego roku!!!

Autor

Gabriel Pietrzkowski

Komentarze

  1. Reset    

    nowy rok po nowem — podobno jakiś amerykanin wymyślił rok składający się z 364 dni. Jest to tak pomyślane, że Boże Narodzenie wypada zawsze w niedzielę i nie ma długich łikendów. Ja chrzanię taką rachubę czasu!

Komentarze są zablokowane.