Najdłużej trwający program misji kosmicznych w historii, niedoszły projekt sowieckiego lądowania na Księżycu i filar zarówno działań ZSRR jak i Rosji – to tytuły, które mogą dotyczyć tylko i wyłącznie programu Sojuz. Obejmuje tyle lotów, że wręcz niemożliwym jest opisanie ich wszystkich na łamach jednego artykułu. Wobec tego poniższy tekst nie będzie streszczeniem wszystkich misji Sojuzów, a raczej próbą zobrazowania, dlaczego program jest istotny w zrozumieniu historii wyścigu kosmicznego, lotu pierwszego Polaka w kosmos i nawet obecnych losów ISS.

Ze względu na długość programu podział artykułu jest niezbędny. Jest jeden czynnik, który idealnie robi właśnie to – rozwój statku kosmicznego. Wobec tego inne elementy programu, np. zmiany rakiety, mogą być mniej nakreślone na łamach tego artykułu.

Drzewo genealogiczne statku kosmicznego Sojuz.

Geneza

Początki programu Sojuz wiążą się bezpośrednio z osobą Siergieja Korolowa, głównego konstruktora radzieckiego programu kosmicznego. Już na początku wyścigu kosmicznego Korolow miał wizję nowego, bardziej uniwersalnego statku kosmicznego, który umożliwi długotrwałe loty załogowe, pozwoli na manewry orbitalne oraz dokowanie statków i w przyszłości mógłby być użyty do lotów wokół Księżyca, a nawet jego załogowego lądowania. Z realizacją musiał jednak poczekać, gdyż najpierw była kolej programów Wostok i Woschod.

Planów było wiele, przede wszystkim promowany przez Korolowa Sojuz-A, który byłby podstawą jego księżycowych ambicji. Niestety władze ZSRR zdecydowały się na bardziej konserwatywne podejście, tzn. rozwijanie kapsuł krok po kroku. Wobec tego rozpoczęto prace nad statkiem kosmicznym, którego głównym celem będzie dokowanie na orbicie – Sojuzem 7K-OK – tzw. pierwszą generacją.

Schemat Sojuza 7K-OK stworzony/zdobyty przez NASA. Ten konkretny obrazek przedstawia jeden z dwóch wariantów statku, mianowicie konfigurację aktywną, czyli tę odpowiedzialną za rzeczywisty manewr dokowania (drugi statek w tym czasie był nieruchomy).

Pierwsza generacja

W 1962 roku odbyła się Kosmos 133, bezzałogowy test wyżej wspomnianego pojazdu – Sojuz 7K-OK. Mimo nieszablonowej nomenklatury lot uznawany jest za pierwszy w programie Sojuz, ponieważ nietypowa nazwa to w rzeczywistości standard dla bezzałogowych i tajnych lotów w Związku Radzieckim. Kapsuła bezproblemowo dotarła na orbitę i miała tam czekać na towarzysza, z którym dokonałaby manewru dokowania, lecz niestety wybuchł jeszcze na płycie startowej, więc postanowiono deorbitować statek, by sprawdzić, czy potencjalna załoga przeżyłaby ponowne wejście w atmosferę. Nie przeżyłaby.

Mimo tego, że kolejna misja bezzałogowa, Kosmos 140, dostarczyła dokładnie ten sam rezultat, to rząd ZSRR postanowił zatwierdzić lot Sojuz 1, z Władimirem Komarowem na pokładzie. Ku zaskoczeniu absolutnie nikogo, może oprócz wspomnianego rządu, lot zakończył się katastrofą, gdy spadochrony kapsuły nie otworzyły się. To wreszcie skłoniło zarządzających do spowolnienia rozwoju programu i przeprowadzenia kilku udanych misji bezzałogowych przed kolejną próbą marnotrawienia ludzkiego życia.

Po udanym połączeniu kapsuł Kosmos 186 i 188 (więcej informacji tutaj) i prawidłowym powrocie jednej z nich kolejna misja załogowa była już kwestią czasu. Celem było osiągnięcie dokowania z ludźmi na pokładzie, co jednak nie wymaga załogi na obu statkach, więc dokonać tego miały pusta Sojuz 2 i Sojuz 3 z Gieorgijem Bieriegowojem na pokładzie. To się jednak nie udało, więc zamiast próby tego samego, rząd postanowił pójść o krok dalej i zażądał od kosmonautów misji Sojuz 4 i 5 zarówno dokowania, jak również wymiany załóg między kapsułami. Zwiększona presja najwyraźniej poskutkowała, ponieważ misje zakończyły się sukcesem. Wszystko to wydarzyło się jednak zbyt późno. Amerykanie zarówno zademonstrowali podobne kompetencje niedługo po Sowietach, a także zrobili coś znacznie ważniejszego – wylądowali na Księżycu.

Wizualizacja dokowania Sojuz 4 i 5.

Po takiej porażce zarząd programu zdecydował poprowadzić go w inną stronę – zainwestować w stacje kosmiczne. Niektórzy argumentują wręcz, że dalsze misje właściwie należą do innych programów kosmicznych, mianowicie Ałmaz, Salut, Mir i ISS, lecz takie rozróżnienie bywa sztuczne i pomija ciągłość technologiczno-organizacyjną radzieckiej, a później rosyjskiej obecności na orbicie. W praktyce programy te wzajemnie się przenikały: korzystały z tych samych rozwiązań konstrukcyjnych, zespołów inżynierskich oraz infrastruktury startowej, a doświadczenia zdobyte w jednym z nich bezpośrednio wpływały na kształt kolejnych. Z tego względu także są opisane poniżej, choć szczegółowe omówienie pod kątem ów stacji kosmicznych można znaleźć w tym artykule, dla stacji Salut i Ałmaz, a w tym, jeżeli chodzi o Mir.

Następne trzy misje odbyły się jednocześnie i właściwie miały osiągnąć to samo, co Sojuz 4 i 5, z jedną dużą różnicą – w czasie, gdy Sojuz 7 i 8 dokowały ze sobą, kosmonauci Sojuza 6 mieli robić tego zdjęcia – co przyniosłoby olbrzymią wartość propagandową. Systemy kotwiczenia miały natomiast inne plany, bo zawiodły na wszystkich trzech statkach. Wobec tego zdjęcia nie powstały. Co więcej, los Sojuza 7K-OK został przypieczętowany, bowiem kapsuła została uznana za fundamentalnie wadliwą i przyspieszono prace nad sukcesorem. Zanim do tego doszło, odbyła się jeszcze misja Sojuz 9, która, co ciekawe, była wyjątkowo udana, dlatego że po prostu była ortodoksyjna – celem załogi było pobicie rekordu pobytu w kosmosie. Udało się to i po dziś dzień Sojuz 9 pozostaje najdłuższym załogowym lotem kosmicznym wykonanym przez jeden statek kosmiczny.

Schemat Sojuz 7K-OKS, wersja poprzedniego statku zaadaptowana do wewnętrznego transferu załogi do stacji kosmicznej (w Sojuzach 7K-OK dokonywano wymiany poprzez spacer kosmiczny).

Sojuz 10 i 11, mimo ulepszonej kapsuły, nie przyniosły efektów pożądanych przez rząd ZSRR. Pierwsza z nich dotarła do stacji Salut 1, lecz nie podołała dokowaniu, a druga zakończyła się o wiele gorzej. Kosmonauci wprawdzie dotarli na stację, ale zginęli w drodze powrotnej, stając się jedynymi ludźmi, którzy zmarli w kosmosie. Coś musiało się zmienić.

Druga generacja

Tym czymś był całkowicie nowy statek kosmiczny, Sojuz 7K-T, przeznaczony dla dwóch osób w skafandrach kosmicznych Sokoł. Ta zmiana, wraz z dodatkowymi systemami podtrzymywania życia, umożliwiła aż 30 lotów bez jakichkolwiek ofiar. Ponadto inne zmiany, takie jak usunięcie paneli słonecznych i poleganie na bateriach sprawiły, że kapsuła miała prawie 90% skuteczność w dostarczaniu kosmonautów na stacje kosmiczne. Stąd potoczna nazwa „Sojuz Prom”. To jednak nie wszystko, czym trudziło się drugie pokoleniu ów statku kosmicznego.

Znamienitą misją w tym okresie była Apollo-Sojuz, czyli, innymi słowy, akt kończący wyścig kosmiczny lub także kulminacja polityki odprężenia. Wykorzystany został lekko zmieniony statek, Sojuz 7K-TM, któremu przywrócono panele słoneczne, przez co uważany jest jako etap przejściowy między dwoma generacjami.

Uścisk dłoni między astronautą Thomasem P. Staffordem i kosmonautą Aleksiejem Leonowem. Zdjęcie często uznawane za najbardziej charakterystyczne dla czasów détente.

To nie wszystko. Właśnie to pokolenie Sojuzów rozpoczęło program Interkosmos, kolejny istotny krok w procesie scalania społeczności międzynarodowej. Polakom ten projekt jest szczególnie bliski sercu, ponieważ właśnie dzięki niemu Mirosław Hermaszewski znalazł się na orbicie. Interkosmos obnażył jednak reszcie świata prymitywizm kapsuł Sojuz, co ponownie stanowiło imperatyw do zmiany.

Trzecia generacja

Rok 1979 przyniósł Sojuzy-T, od słowa „transport”, bo był ich priorytetem. Były pierwszymi w rodzinie, w których zastosowano elektronikę półprzewodnikową, a także komputer pokładowy. Co więcej, wreszcie powróciły panele słoneczne, co wydłużyło długość misji bez dokowania ze stacją kosmiczną do 11 dni. Kapsuła została również poszerzona, więc w lotach brały udział trzy osoby.

Większość misji ponownie stanowiły wymiany załóg na stacjach kosmicznych, choć jedna się zdecydowanie wyróżniała. Mowa o Sojuz T-15, czyli jedynym locie w historii, który odwiedził dwie stacje kosmiczne, Salut 7 i Mir. Absolutnie nie było to w oryginalnych planach, Sojuz-T nie był nawet zaprojektowany do dokowania z ową drugą stacją, jednak Mir została wystrzelona przedwcześnie za sprawą presji wynikającej z XXVII Zjazdu KPZR, więc ktoś musiał się tam udać. Jednocześnie stacja Salut 7 nie mogła zostać zaniedbana, co skutkowało unikatowym planem misji. Załoga najpierw poleciała na Mir, wykonała tam swoje obowiązki, po czym obniżyła orbitę stacji o 13 kilometrów, poleciała na Salut 7, by dokończyć ostatnie eksperymenty, powróciła na Mir i dopiero wtedy mogła przylecieć na Ziemię.

Ostatnia misja zdecydowanie pokazała zaawansowanie i wszechstronność technologiczną Sojuza-T, ale nie uratowała go przed zastąpieniem przez Sojuza-TM. Nawet te kilka lat wystarczyło bowiem, by drastycznie rozwinąć niektóre systemy.

Czwarta generacja

Sojuzy-TM

Tym razem do nazwy przybyła litera „M”, od słowa „modyfikowany”. Ten model był wszak bardzo podobny do poprzednika. Kluczową różnicą była zmiana systemu dokowania z Igła na Kurs, który umożliwiał finezyjne dokowanie ze stacją Mir. Ponadto nowy moduł napędowy KTDU-80 pozwolił na manewry statku niezależnie od stacji kosmicznej. Dzięki tym ulepszeniom misje Sojuz-TM miały prawie 100% skuteczność. To jednak nie oznacza, że w ogóle nie było problemów. Po prostu nie były natury technicznej.

Sojuz TM-24 połączony ze stacją Mir.

Podczas trzynastego lotu doszło do rozpadu Związku Radzieckiego. Wynikający chaos na Ziemi był nie do opanowania, więc o kosmosie nikt szczególnie nie myślał – może oprócz dwójki kosmonautów, którzy stacjonowali w tym czasie na Mir. Państwo, które ich tam wysłało, dosłownie przestało istnieć i nie mieli pewności, że nowo powstałe byty prawne mają jakiekolwiek plany na dalsze misje kosmiczne. Ostatecznie kolejna misja odbyła się w przybliżeniu w docelowym terminie, po wznowieniu lotów przez Federację Rosyjską. Zatem misja jednego z kosmonautów, Aleksandra Wołkowa, miała standardową długość. Drugiego – Siergieja Krikalewa – nie do końca. Przyleciał on bowiem jeszcze w ramach Sojuz-TM 12, więc spędził w kosmosie nadprogramowe pół roku.

Jak było wyżej wspomniane, spuścizna Związku Radzieckiego w kosmosie była kontynuowana przez Rosję. Pod nowym kierownictwem program się prężnie rozwijał, odbyło się prawie 20 kolejnych lotów na Mir i rozpoczęto misje na ISS. Zacieśnienie współpracy z NASA oznaczało jednak kolejne zmiany, ze względu na bardziej rygorystyczne regulacje amerykańskiej agencji.

Sojuz-TMA

„Transportnyi Modifitsirovannyi Antropometricheskii” – tak brzmi transliteracja nazwy kolejnej wersji statku kosmicznego. Dołączył człon „antropometryczny”, ponieważ zmiany właściwie ograniczyły się do dostosowań, takich jak regulacja siedzenia.

Wszystkie 19 misji Sojuza-TMA właściwie przebiegły bez nadzwyczajnych zdarzeń. Zaprawiona w boju kapsuła miała 100% skuteczność, lecz była właściwie okresem pośrednim między starszymi wersjami Sojuza a nowocześniejszą serią TMA-M, która wprowadzała cyfrowe systemy sterowania i uproszczoną awionikę.

Sojuz TMA-7 na orbicie przed dokowaniem z ISS.

Sojuz TMA-M

Tak jak Sojuz-TMA wzmocnił więź Roskosmos i NASA, tak kolejny wariant zrobił to samo z ESA, CSA i JAXA. Regularne loty amerykańskich astronautów oczywiście dalej były w toku, ale zajmowali odtąd około połowę miejsc przeznaczonych dla obcokrajowców. Przynajmniej do czasu, gdy ostatni wahadłowiec Space Shuttle przeszedł na emeryturę. Od tego momentu tytułowe statki kosmiczne stały się jedynym sposobem na to, by astronauci mogli dostać się na Międzynarodową Stację Kosmiczną. W związku z tym zaczęły się zdarzać loty Sojuz, w których brał tylko jeden Rosjanin i dwóch Amerykanów.

Ten model miał już być ostatnim, ale w latach działania Sojuza TMA-M podjęta została decyzja o przedłużeniu żywotu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Zatem powstała jeszcze jedna wersja, która działa dotychczas.

Sojuz MS

Sojuz MS, tj. „modernized systems”, miał bardzo wiele modyfikacji. Najważniejsze z nich obejmowały nowoczesną awionikę cyfrową, ulepszone systemy nawigacji satelitarnej (GLONASS i GPS), nowe anteny komunikacyjne zapewniające stały kontakt z Ziemią oraz odchudzoną konstrukcję, która zmniejszyła masę kapsuły i zwiększyła efektywność lotu. Dzięki tym zmianom załogi mogły liczyć na bardziej precyzyjne manewry dokujące, większą niezawodność systemów oraz łatwiejsze monitorowanie stanu pojazdu. Co ciekawe, ta kapsuła nie ma jednak stuprocentowej skuteczności, więc w zestawieniu Sojuzów wypada gorzej niż TMA-M i nawet zwykły TMA.

Ten statek kosmiczny raczej definitywnie domyka program Sojuz. Posłuży najpewniej jeszcze przez kilka lat, po czym zostanie nieuchronnie zastąpiony przez statek z możliwością ponownego użytku, np. przez planowaną kapsułę Orzeł. Nigdy jednak nie wiadomo, gdyż plany się zmieniają, a start nowego statku może się opóźnić, co już się dwukrotnie zdarzyło. To może więc nie być koniec ery Sojuzów.

Autor

Avatar photo
Alex Rymarski

Nocą – redaktor naczelny AstroNETu (2025–). Za dnia torunianin, więc również wtedy od astronomii nie sposób uciec. Interesuję się także polityką oraz wykorzystaniem uczenia maszynowego w tym obszarze.