Wstęp
Odbył się lot, na który wszyscy czekali: IFT-12 wzbiło się wczorajszej nocy ponad chmury i przeleciało z Ameryki na wschodni kraniec Oceanu Indyjskiego. Lot ten może okazać się jednym z najważniejszych momentów w historii amerykańskiej astronautyki, szczególnie biorąc pod uwagę napięty harmonogram programu Artemis, którego częścią ma być Starship.
Po miesiącach przygotowań i wcześniejszych problemach technicznych, gigantyczny system nośny wystartował ze Starbase w Teksasie. Była to spektakularna demonstracja możliwości bloku V3, czyli trzeciego z kolei modelu rakiety Starship. Mimo tego, że misja nie była całkowicie pozbawiona problemów, inżynierowie uznali ją za wielki sukces, przybliżający SpaceX do lotów księżycowych i marsjańskich.
Klatka z transmisji wystrzelenia Starshipa 1 minutę i 56 sekund po starcie.
Zmiany konstrukcyjne
Booster Super Heavy generuje ponad 8 tysięcy ton ciągu podczas startu, a razem ze Starshipem mierzy ponad 120 metrów. Wykorzystany w locie 12 blok V3 wyposażony jest w nowe, wysokowydajne silniki typu Raptor 3. Mało tego, zestaw, który poleciał wczorajszej nocy, zabrał ze sobą więcej paliwa, co mógł zrobić dzięki odchudzeniu konstrukcji o kilkadziesiąt ton. Osłona termiczna, jaką posiadał Starship, również nie była wcześniej przetestowana w całości, więc jednym z celów lotu było również przetestowanie jej wytrzymałości.
Cele i sukcesy
Najważniejszym osiągnięciem IFT-12 było udane oddzielenie stopnia Super Heavy od Starshipa oraz samodzielne wzniesienie się górnego statku na niemal orbitalną trajektorię. Ponieważ SpaceX nie planowało odzysku pierwszego stopnia, spadł on po separacji do Zatoki Meksykańskiej, albowiem kluczowe było szczegółowe sprawdzenie nowych systemów w warunkach lotu, a niekoniecznie ponowne złapanie przez wieżę startową.
SpaceXNiedokończony Booster w hali produkcyjnej Megabay.
Górny stopień doznał awarii jednego z silników, lecz mimo to kontynuował swój lot. Nastąpiła kompensacja przez pozostałe jednostki napędowe, co stanowi dowód odporności całej konstrukcji. Starship dokonał wypuszczenia 22 satelitów Starlink przy pomocy mechanizmu podobnego do podajników w opakowaniach cukierków PEZ.
Tak jak w poprzednich lotach, jednym z najbardziej spektakularnych etapów misji było reentry, czyli wejście statku w atmosferę i opadnięcie do oceanu. Część poprzednich testów skończyła się utratą kontroli nad statkiem i/lub uszkodzeniem płytek termicznych, co skutkowało utratą całej konstrukcji. Wczorajsza noc była jednak szczęśliwa, albowiem Starship przetrwał największe nagrzewanie, po czym dokonał widowiskowego przelotu nad Oceanem Indyjskim, obrócił się pionowo i opadł tak, jakby pod nim znajdowała się mogąca go pochwycić wieża startowa. Po wodowaniu rakieta przewróciła się i wybuchła zupełnie tak, jakby wybuch ten planowali pirotechnicy z Hollywood. Warto nadmienić, że SpaceX celowo usunęło część płytek, aby – wystawiając pojazd na trudniejsze warunki – sprawdzić jego wytrzymałość.
SpaceXStarship na minuty przed startem na stanowisku startowym w Starbase.
Podsumowanie
IFT-12 jak żaden poprzedni lot pokazał nam, jak sprawnie SpaceX uczy się na swoich błędach. Eksplodujące rakiety jeszcze całkiem niedawno były normą, a dziś cieszyć się można niemal orbitalnymi lotami oraz brawurowym odzyskiwaniem rakiet, nad którymi utracono kontrolę. Widoczny jest ogromny postęp, który – miejmy nadzieję – będzie sprawnie kontynuowany i że niedługo doczekamy się regularnych lotów orbitalnych.
Korekta – Matylda Kołomyjec





