Miłośnicy słonecznych obserwacji w ciągu ostatnich kilku dni zdecydowanie nie mogli narzekać na nudę. Tym razem to nie rozbłyski, czy gwałtowne eksplozje, ale nieco inny przejaw wzrastającej aktywności naszej najbliższej gwiazdy przyciągnął uwagę astronomów. Ogromna ściana plazmy, dosyć szybko zmieniająca swój kształt, wznosi się w pobliżu południowo-wschodniego brzegu tarczy słonecznej. Zadziwiająca pod względem swoich rozmiarów protuberancja nie jest jedynym, ani nawet największym obiektem, który jesteśmy w stanie w tej chwili dostrzec, przyglądając się Słońcu.

Wraz ze zbliżaniem się do maksymalnej fazy słonecznego cyklu możemy obserwować coraz większą liczbę obszarów aktywnych, wzrasta także ilość powiązanych z nimi protuberancji, mogących przybierać niekiedy zadziwiające kształty i osiągać znaczne rozmiary. Protuberancje zbudowane są z plazmy słonecznej unoszonej przez pole magnetyczne wyższych warstw atmosfery gwiazdy, gdzie ciśnienie pola magnetycznego przeważa nad ciśnieniem plazmy i wtedy to właśnie pole magnetyczne decyduje o ruchach materii (zjawisko wmrożenia materii w pole magnetyczne), wpływając na skomplikowaną strukturę tych tworów. Zazwyczaj terminu protuberancja używa się w odniesieniu do obiektów widocznych w pobliżu brzegu tarczy Słońca, ale oczywiście nie tylko tam one występują. Protuberancję widoczną bliżej środka tarczy naszej najbliższej gwiazdy,po zrzutowaniu na tę tarczę określamy mianem włókna lub filamentu. I to właśnie ogromnych rozmiarów ciemny filament, ciągnący się niemal przez połowę widocznej części Słońca, jest najbardziej zadziwiającym obiektem, którego możemy obecnie obserwować. Jego długość wynosi ponad milion kilometrów! Jeżeli filament stanie się niestabilny ( co jest częste w przypadku tego typu struktur ), może opaść na powierzchnię gwiazdy, generując rozbłysk słoneczny. Efekty takiego rozbłysku prawdopodobnie nie pozostaną bez wpływu na ziemskie pole magnetyczne i czułą aparaturę orbitującą wokół naszej planety.

Z efektami słonecznej aktywności dopiero co musiały się zmierzyć dwie wewnętrzne planety naszego Układu Słonecznego – koronalny wyrzut materii z dwunastego listopada „przeleciał” wczoraj w pobliżu Merkurego, a dzisiaj zahaczył o Wenus, która w odróżnieniu od naszej planety, nie posiada globalnego pola magnetycznego, mogącego chronić ją przed uderzeniem naładowanych cząstek.

Autor

Martyna Chruślińska