22 marca jest najpewniejszym dniem na zatopienie Mira. We wtorek znalazł się na wysokości 241 km nad Ziemią i systematycznie się obniża.

Na wysokości 240 km został już uruchomiony komputer pokładowy, który pokieruje ostatnimi manewrami stacji. To początek procedury deorbitacji.

Gdy Centrum Kontroli Lotów zdecyduje o rozpoczęciu ostatecznego manewru wodowania, komputer stacji wyśle dwa kontrolne impulsy wprowadzając Mira na eliptyczną orbitę o apogeum (punkcie najdalszym Ziemi) 220 km i perygeum (punkcie najbliższym) 165 km. Manewr rozpocznie się planowo w nocy z 21 na 22 marca o godzinie 1:32 czasu środkowoeuropejskiego zimowego (CET). Zakończy się o 3:22.

Niedługo po przyjęciu roboczej orbity, po jednym pełnym okrążeniu Ziemi, około godziny 6:28 – 6:48, gdy stacja znajdzie się nad krańcem Ameryki Południowej, zostanie przesłany sygnał hamowania. Wciągu 30 minut od tego momentu Mir wejdzie w gęste warstwy atmosfery i zacznie się palić. Stacja następnie przeleci nad Atlantykiem, Saharą, Kaukazem i Syberią. Dalej znad Kamczatki przeleci na południowy Pacyfik. Mir rozsypie się na tysiące drobnych kawałków. Z obliczeń wynika, że wśród spadających szczątków może być tylko 12 większych fragmentów o wadze 500-700 kg. Fragmenty, które nie spalą się w ziemskiej atmosferze mają spaść na planowany obszar Pacyfiku w czwartek 22 marca o 7:21.

Do wyhamowania Mira będą wykorzystane silniki manewrowe. W ostatniej fazie dołączy do nich główny silnik statku transportowego Progress, przycumowanego obecnie do Mira, jak również wszystkie inne silniki stacji.

Rosyjskie Centrum Kontroli Misji wykreowała dużą liczbę możliwych scenariuszy przebiegu deorbitacji. Gdyby miała miejsce awaria baterii i zostało odcięte zasilanie stacji, Centrum przełączy kontrolę na komputer statku Progress. Nie wyklucza się również awarii komputera. W tym przypadku również kontrolę przejmie komputer Progressa, który jest nieustannie monitorowany. Ponadto zostało opracowanych wiele manewrów rezerwowych, gdyby jeszcze coś poszło źle.

Turyści, którzy statkami i samolotami przybędą w pobliże strefy upadku szczątków, prawdopodobnie nic nie zobaczą – powiedział Vladimir Solovyov, kierownik lotu Mira. Centrum Kontroli Misji nie będzie utrzymywało z nimi kontaktu.

Upadek Mira będą śledzić stacje Ułan-Ude, Ussurijsk i Pietropawłowsk Kamczacki. Części, które nie ulegną spaleniu w atmosferze, opadną na niezamieszkany obszar Pacyfiku, na którym nie ma również żadnej żeglugi.

Autor

Wojtek Rutkowski