Analiza danych z obserwacji erupcji na Słońcu w grudniu 2007 pozwoli lepiej zrozumieć naturę takich zjawisk.

Koronalne wyrzuty masy (ang. coronal mass ejection, CME), czyli zjawiska, w których Słońce nagle pozbywa się miliardów ton budulca, bezpośrednio oddziałują na naszą cywilizację, powodując anomalie w funkcjonowaniu telekomunikacji i energetyki. Jest to bezpośrednia motywacja do studiowania tych procesów (jak i innych gwałtownych zjawisk występujących na Słońcu), zwłaszcza że jest co studiować – nasze zrozumienie ich natury i przyczyn jest wciąż bardzo nikłe.

Wiadomo na pewno, że dla kształtu CME najistotniejsze jest pole magnetyczne gwiazdy – sądzi się, że zwłaszcza tam, gdzie linie sił pola grupują się w tzw. sznury strumienia magnetycznego (ang. flux ropes). Ich powstawanie na Słońcu jest wciąż niepewne, ale i tak zakłada się ich istnienie w wielu opisach teoretycznych generowania wyrzutów masy. Mogą one powstawać tylko tam, gdzie energia zmagazynowana w atmosferze Słońca jest wystarczająco wysoka. Gdy pole magnetyczne Słońca staje się miejscowo zbyt słabe, by stabilizować sznur, ulega on gwałtownemu uwolnieniu, któremu towarzyszy CME.

W grudniu 2007 sonda Hinode obserwowała duży wyrzut masy. W zebranych danych naukowcom udało się dojrzeć kształtujący się sznur strumienia, widoczny jako struktura w kształcie litery S. Udało się też oszacować, że z całego pola magnetycznego w tym rejonie aż 30% (trzy razy więcej, niż wcześniej sądzono) skupiło się w sznurze, co doprowadziło do jego szybkiego zerwania.

Znajomość natury sznurów ma znaczenie nie tylko dla heliofizyki – analogie do wyrzutów masy pozwoliły między innymi na opis dżetów towarzyszących supermasywnym czarnym dziurom.

Autor

Paweł Laskoś-Grabowski