Na pomysł jak można zwiększyć orbitę Ziemi, wpadło dwóch amerykańskich astronomów, Don Korycansky z Uniwersytetu Kalifornijskiego i Gregory Laughlin pracujący w NASA i na Uniwersytecie Stanu Michigan.

Naukowcy twierdzą, że w niedalekiej przyszłości ludzkość będzie miała możliwość powiększyć orbitę Ziemi, co może dwukrotnie przedłużyć istnienie życia na naszej planecie.

Słońce w swojej ewolucji nieustannie zwiększa swoją jasność. Zmiany są na tyle małe, ze nie jesteśmy w stanie zaobserwować ich na codzień. Jednak szacuje się, że za około 1 miliard lat jego jasność wzrosnie o 10%, a przez następne 3 miliardy nawet o 40%. W takich warunkach życie na Ziemi powoli przestanie być możliwe, gdyż klimat naszej planety będzie przypominał łaźnię parową. To, co jest nam niezbędne do życia dzisiaj, czyli energia słoneczna, w dalekiej przyszłości nas zabije, a Ziemię zamieni w pustynię.

W takiej sytuacji ludzkość ma dwa wyjścia. Albo zacząć kolonizować inne planety, albo zmienić orbitę naszej planety. Według autorów projektu to drugie wyjście jest o wiele łatwiejsze.

Do zmiany orbity Ziemi, według wyżej wymienionych astronomów, możnaby wykorzystać tzw. efekt procy grawitacyjnej. Technika ta nie jest niczym nowym, gdyż wykorzystuje się ją np. przy wysyłaniu w przestrzeń próbników czy sond międzyplanetarnych. W skrócie polega ona na wykorzystaniu pola grawitacyjnego jakiegoś obiektu w przestrzeni kosmicznej do nadania innemu obiektowi odpowiedniej prędkości. Oczywiście, zgodnie z zasadą zachowania pędu, oba obiekty uzyskują pewne przyspieszenie, choć różne odpowiednio do ich mas.

Obiektem pomocnym do zmiany orbity Ziemi miałaby się okazać asteroida o przekroju 100 km, ściągnięta w okolice naszej planety. Ludzkość ma oczywiście jeszcze dużo czasu na dopracowanie szczegółów technicznych takiego przedsięwzięcia i technologii pozwalającej na precyzyjne ściągnięcie asteroidy tak, aby nie dopuścić do zderzenia olbrzymiej skały z Ziemią, a jedynie doprowadzić do odpowiednio bliskiego przelotu. Trzeba też znaleźć odpowiedni obiekt.

Tempo poszerzania orbity Ziemi powinno być oczywiście dostosowane do zmieniającej się jasności Słońca. Zmiany orbity powinny być dokonywane co jakieś 6000 lat i na pewno nie będzie można w ten sposób obronić życia na Ziemi przed efektem cieplarnianym.

Należy przy tym pamiętać, że Układ Słoneczny jest bardzo stabilną strukturą i każda zmiana może spodowoać naruszenie swoistej równowagi. Autorzy projektu twierdzą, że z ich obliczeń wynika, iż z pewnością wystąpią zmiany w orbitach Merkurego i Wenus, a być może i innych planet, ale ta destabilizacja będzie raczej krótka i nie powinna wpłynąć na stabilność Układu Słonecznego.

Autor

Gabriel Pietrzkowski