W dzisiejszym wydaniu Nature astrofizyk Donald Gurnett donosi, że podczas obserwacji Wenus w 1998 i 1999 sonda Cassini nie zarejestrowała fal radiowych o wysokiej częstotliwości wytwarzanych, gdy dochodzi do wyładowań atmosferycznych. Naukowiec sądzi, że nie występują one na tej planecie wcale.

Jeśli błyskawice pojawiają się w wenusjańskiej atmosferze, to są niezwykle rzadkie, lub bardzo różne od ziemskich błyskawic mówi Gurnett. Gdyby w obszarze obserwowanym przez Cassini dochodziło do wyładowań atmosferycznych podobnych do ziemskich, sonda z łatwością by je wykryła.

Lecąca w kierunku Saturna sonda Cassini dwukrotnie wykorzystywała pole grawitacyjne Wenus. Po raz pierwszy 26 kwietnia 1998 roku i 24 czerwca 1999 roku. Podczas zbliżeń instrumenty sondy nasłuchiwały sygnałów radiowych o wysokich częstotliwościach (0,125Mhz do 16MHz). Sygnały takie są zawsze wytwarzane podczas ziemskich burz. Podczas przelotu w pobliżu Ziemi, Cassini nie miał problemów z ich wykryciem.

Mimo wyników otrzymanych z pomocą Cassini, Gurnett nie może wykluczyć występowania aktywności elektrycznej o niskiej częstotliwości. Sygnały radiowe o częstotliwościach poniżej 1Mhz nie mogą się przebić przez jonosferę.

Poza tym wszystkim chmury na Wenus znajdują się na znacznie większych wysokościach (40 km i powyżej). Istnieje możliwość, że przez to dochodzi do znacznie większej ilości słabszych wyładowań pomiędzy chmurami. Cassini nie zauważyłby także wyładowań pomiędzy chmurami a jonosferą, które to wyładowania nawet na Ziemi są trudno wykrywalne.

Dyskusja nad problemem występowania błyskawic na Wenus rozpoczęła się już w 1978 roku, kiedy rosyjska sonda Wenera odebrała sygnały o niskich częstotliwościach, zinterpretowane przez naukowców jako błyskawice. Znaczna liczba astronomów nie zgodziła się jednak z tą interpretacją i tajemnica wenusjańskich błyskawic pozostaje niewyjaśniona do dziś.

Autor

Marcin Marszałek